Jak to jest z tą korektą i redakcją tekstów?
czyli razem czy osobno
Na każdej korektorsko-redaktorskiej stronie internetowej można przeczytać całe epopeje na temat różnic między korektą i redakcją tekstu.
Wyjaśnienia, spisane przez tych bardziej doświadczonych w zawodzie, są bezcenne. Nie trzeba jednak mieć wielu lat pracy za sobą, by zdać sobie sprawę, że – mimo różnic – obydwie usługi w znacznym stopniu się przenikają. Dla mnie też jest to oczywiste, mimo że stawiam pierwsze korektorsko-redaktorskie kroki. Dla kogoś z zewnątrz – nie do końca.
CO WSPÓLNEGO MAJĄ PRACE REDAKTORSKIE Z TURYSTYKĄ?
Kiedy zastanawiałam się, jak odnieść się do omawianego zagadnienia, do głowy przyszła mi analogia turystyczna. Ponieważ przed laty pracowałam jako pilot wycieczek i przewodnik turystyczny miejski, takie porównanie pojawiło się w moich myślach niemal automatycznie. Wtedy było podobnie. Jako pilot właściwie byłam w obowiązku pełnić również funkcję przewodnika. Chociaż pilot tak naprawdę czuwa nad prawidłowym przebiegiem imprezy i pilnuje realizacji całego programu, to trudno milczeć mijając ciekawe miejsce, nie wspominając o zabytku (nawet jeśli nie ma przy nim postoju). Informacje tzw. krajoznawcze zasadniczo pozostają w gestii przewodnika turystycznego, nierzadko wyspecjalizowanego w oprowadzaniu tylko w jednym miejscu. W miejscach o szczególnych walorach – kulturowych, historycznych lub archeologicznych – zwiedzanie najczęściej jest możliwe wyłącznie z takim licencjonowanym przewodnikiem.
ALE MILCZEĆ, KIEDY SIĘ WIE?
Praktyka była zatem taka, że jako pilot we własnym zakresie zawsze dbałam o wszystko, wykonując tak naprawdę pracę dwóch różnych osób. Ale nie ma się czemu dziwić. Takie było po prostu oczekiwanie ze strony turystów (klientów). Czyż można było odmówić, zwłaszcza że zadawane pytania niejednokrotnie stawiały mnie w pozycji eksperta? Którym często byłam, zważywszy na moje wykształcenie.
W taki sposób kompetencje wpływały na jakość wykonywanej przeze mnie pracy, a ponieważ na ten aspekt swojej pracy miałam stuprocentowy wpływ, dbałam o to w szczególności. A było warto i niejednokrotnie spotykało się z uznaniem ze strony osób pod moją opieką.
KOREKTA NIEODŁĄCZNĄ TOWARZYSZKĄ REDAKCJI I VICE VERSA
Podobnie jak z usługami turystycznymi jest z korektą i redakcją, szczególnie wtedy, gdy jestem pierwszym odbiorcą tekstu. Trudno sobie wtedy wyobrazić wykonywanie jednej bez drugiej, mimo że autorowi będzie się wydawało, że korekta wystarczy. Bo jak to – nie poprawiać błędów, kiedy się je WIDZI? Tylko dlatego, że umawialiśmy się na korektę? No nie. Robię to, co trzeba, w każdym przypadku. Moje kompetencje nie pozwalają mi pomijać niczego. Mało tego: wolę być nieco przeczulona i sprawdzić zbyt wiele, niż coś przegapić. Zwłaszcza że w ten sposób kompetencje swoje nieustannie podnoszę.
Z drugiej strony, sami autorzy też zresztą często poprawiają swoje teksty niemal w nieskończoność, cyzelują prawie każde słowo, odwlekają moment przyznania, że dzieło jest gotowe, by pokazać je światu. Tak sobie to w każdym razie wyobrażam (wiem, ile czasu spędziłam pisząc ten – wydawać by się mogło banalny – wpis😙).
Chociaż… nie każdy tekst wymaga dużych ingerencji. Przemyślana i spójna historia niekiedy wymaga jedynie kosmetycznych poprawek. Wstawki redakcyjne są wtedy minimalne, a praca zmienia się w czystą przyjemność (zawsze nią jest😉).
Zatem każdy redaktor czy korektor z przyzwyczajenia zwraca uwagę na wszystko, tak jak dobry pilot wycieczek snujący opowieści o tym, co za oknem autokaru. I nieistotne, na jakim etapie prac nad tekstem jesteśmy; pierwsze czytanie, drugie czytanie, korekta po składzie, rewizja. Ja też działam dokładnie według tego schematu i zawsze mam oczy szeroko otwarte. To przecież jest najważniejsze: by niczego nie przegapić (a w każdym razie jak najmniej).
Jak najlepszych tekstów🤗
Kategorie artykułów, które mogą Cię zainteresować :