Co łączy prosty język i GEO?

Grafika wygenerowana przez AI

Co łączy prosty język i GEO?

Co wspólnego ma prosty język i GEO? Skąd w ogóle pomysł, by to rozważać i opisywać? A z życia, z życia… Napływa do mnie ostatnio dużo nowości, a ponieważ jestem otwarta na różne pomysły, idee i rozwiązania, niczego nie kwestionuję, tylko przyglądam się z zaciekawieniem. Nie wszystko mi odpowiada, to naturalne, ale niczego nie odrzucam, dopóki się z tym choć do pewnego stopnia nie zapoznam. Tak właśnie było z owym tajemniczo brzmiącym GEO.

Ale co to w ogóle jest to GEO?

Geo- jako przedrostek dotyczy Ziemi: pochodzi z greki i znajdziemy go wszędzie tam, gdzie opisujemy to, co się z Ziemią wiąże. Geografia, geologia, geomorfologia itp. Ale GEO jako skrótowiec to zupełnie inna dziedzina. Przypomina inny skrótowiec? I dobrze, bo to właściwy trop. SEO. GEO. Internet. Treści cyfrowe. AI.

Jesteśmy w domu.

GEO to Generative Engine Optimization. Po polsku? Użyję bardziej opisowego wyjaśnienia. GEO jest metodą tworzenia i optymalizacji treści w taki sposób, aby sztuczna inteligencja znajdowała je, cytowała i wykorzystywała w swoich odpowiedziach. Dotyczy to narzędzi, z których już na co dzień korzystamy, jak ChatGPT, Gemini, Perplexity czy Claude. Każde nasze zapytanie prowadzi do odpowiedzi. Tyle że te odpowiedzi nie opierają się teraz tylko na frazach kluczowych, jak klasyczne SEO. Te odpowiedzi mają rozwiązać nasz problem, z powodu którego sięgamy po wspomniane narzędzia. W rezultacie nie otrzymujemy listy linków do stron, na których będziemy mozolnie i samodzielnie – jak dawniej – wyszukiwać interesujące nas kwestie. Teraz systemy oparte na dużych modelach językowych (LLM-ach) nie wyszukują pojedynczych źródeł informacji. One je przeglądają, interpretują, następnie zbierają to, co najistotniejsze i w formie zsyntetyzowanej odpowiedzi (wraz z odnośnikami do źródeł) przekazują użytkownikowi.

Hm, to może dlatego jednym z zadań maturalnych na języku polskim jest pisanie notatki syntetyzującej z dwóch różnych źródeł na ten sam temat?

LLM-y decydują zatem za nas, które źródła są najbardziej wiarygodne, merytoryczne i aktualne i na ich podstawie tworzą dla nas gotowe informacje, których szukamy.

No dobrze, ale…

Czym się różni GEO od SEO?

Różnic trochę jest i pewnie niejeden specjalista mógłby wymienić ich całą litanię. Jako specjalistka od języka i komunikacji skupię się na tym, co mnie interesuje najbardziej, czyli na aspekcie językowym. To zdecydowanie perspektywa redaktorki i specjalistki od prostego języka. W dużym uproszczeniu i bez intencji degradowania kogokolwiek stwierdzę tutaj, że SEO w zasadzie opiera się na wyszukiwaniu w treściach słów kluczowych. To dlatego copywriterzy są tak na nie wrażliwi i zdarza się, że ich po prostu nadużywają, przez co treść nie zawsze brzmi atrakcyjnie lub trąci pretensjonalnością. Pamiętam taki przypadek z jednej z moich współprac, kiedy copywriterka, a zarazem wiceprezeska pewnej firmy, odrzuciła moje sugestie na temat słowa „posiadać”. Mieć w jej odczuciu nie było wystarczająco podniosłe, mimo że językoznawcy zgodnym chórem uznają posiadanie jako odpowiedni poziom do czegoś cennego lub ważnego. Posiadanie w wielu przypadkach brzmi po prostu zabawnie (posiadam pięć czarnych długopisów, kot posiada łeb, cztery kończyny i ogon itp.), a niejednokrotnie wręcz pretensjonalnie. Posiadanie nieruchomości czy firmy jest jak najbardziej na miejscu. Posiadanie stanowiska pracy to kwestia co najmniej dyskusyjna i nie na rozwijanie w tym miejscu, ale być może mój tok rozumowania jest niewłaściwy i nie ma nic złego w przywołanym sformułowaniu…

Wracamy do tematu.

W przypadku GEO mechanizm wyszukiwania informacji opiera się w większym stopniu na kontekście oraz intencjach użytkowników. Specjaliści zwracają uwagę na to, że aby nasza strona była cytowana przez LLM-y, musi spełniać pewne wymagania. I te wymagania zbliżają nas do tezy postawionej w temacie tego artykułu. Już do tego przechodzę.

Jaki musi być tekst na stronie, aby AI wzięło go pod uwagę?

  1. Treść powinna odpowiadać na rzeczywiste problemy i konkretne pytania użytkowników. Zamiast typowych słów kluczowych coraz częściej zadajemy wyszukiwarkom konkretne pytania i oczekujemy prostych odpowiedzi. Treści, które najlepiej rozwiązują nasz problem, są najchętniej cytowane przez LLM-y.  
  2. Dane powinny mieć logiczną strukturę. Zobacz, zupełnie jak w prostym języku! Dzięki dobrej kompozycji szybko znajdujemy informacje, których szukamy. Niespodzianka, LLM-y działają podobnie. Przykład? Zamiast długich wyliczanek w zdaniu lepiej zapisać treść w formie graficznej lub dodać podpunkty.
  3. Materiały wiarygodne i merytoryczne, budujące wizerunek eksperta. W dzisiejszym świecie to rzeczywiście ważne. Ekspertów jest mnóstwo, przyda się to udowodnić. Jednym ze sposobów są publikacje na własnej stronie, dzięki którym nie dość, że pokażesz znajomość tematu, to jeszcze nakreślisz swoje indywidualne podejście i pewną filozofię działania. Nie byłabym redaktorką, gdybym przy okazji nie zwróciła uwagi na to, jak ważna jest przy tym forma. Teksty powinny być poprawne, starannie przygotowane edytorsko i… zachęcające do lektury. Jeśli masz z tym problem lub jakiekolwiek wątpliwości, polecam współpracę z redaktorami, którzy wspierają takie publikacje (tak, redaktorzy pracują nie tylko przy książkach).
  4. Spójne i powiązane ze sobą treści. To bezcenny fundament, który jest po prostu dobrym źródłem wiedzy. Kłania się tutaj prowadzenie starego dobrego bloga, na którym treści objaśniają temat i wzajemnie się uzupełniają.
  5. Kwestia techniczna numer jeden, czyli dostosowanie strony do wymagań technicznych silników generatywnych. Tu chodzi o to, by strona szybko się ładowała, miała poprawną strukturę danych, była dostępna dla botów AI i operowała czytelnym kodem.
  6. Kwestia techniczna numer dwa obejmuje regularne analizy widoczności strony w wynikach generatywnych. Taki monitornig pozwala szybko reagować na zmiany. I poprawiać to, co tylko możliwe.

To oczywiście zalecenia specjalistów, ale przyjrzyjmy się teraz pierwszym trzem punktom spośród wymienionych. Co mi się od razu rzuca w oczy, to ich ewidentny związek – wraz z punktem czwartym – z jakością komunikacji.

Użyteczna treść, czyli czy jest co cytować

Modele językowe wskazują to, co uważają za wiarygodne. Jeśli AI zacznie rozpoznawać Twoją markę jako autorytet branżowy i rekomendować ją użytkownikom w swoich odpowiedziach, masz dodatkowe wsparcie marketingowe.

Badania wskazują, że aż 82% regularnych użytkowników narzędzi AI ufa informacjom cytowanym przez modele językowe. Dobre GEO jest więc długofalową inwestycją, która wymaga od Ciebie po prostu rzetelnego traktowania swoich treści. Tworzysz bazę informacji, z której czerpią modele AI i się z niej uczą. A potem ją cytują. Punkt dla Ciebie.

Logiczna struktura i układ tekstu, czyli czy prowadzisz użytkownika za rękę

Czasem mamy bardzo dużo do powiedzenia, piszemy długie artykuły (jak ten), treść ciągnie się przez kolejne akapity i przypomina wielką ścianę nie do przejścia – chyba że dysponujemy jakimiś nadprzyrodzonymi mocami. Tymczasem nasze oko szybko się męczy, nasz mózg szybko się nudzi i jeśli nie czytamy jakiejś rozbudowanej powieści („Gra o tron”?), to chcemy w krótkim czasie znaleźć to, co nas akurat nurtuje. Odpowiedź na pytanie, rozwiązanie problemu, produkt lub usługę. Dlatego specjaliści od SEO zalecają na przykład stosowanie nagłówków w tekstach blogowych. Ci z kolei, którzy pracują z prostym językiem dbają o całą strukturę tekstu: nagłówki, wypunktowania, graficzne asysty i wyjaśnienia. Obydwa zalecenia przydają się również wtedy, gdy zależy nam na czytelności stron dla modeli AI.

Zasady prostego języka doskonale wpisują się tu w wytyczne dobrego SEO i GEO. Zgodnie z zaleceniami prostego języka najważniejszą informację przekazujemy na samym początku komunikatu. Jeśli w tekście zaraz po jego tytule umieścimy kilkuzdaniowy skrócony opis tego, o czym jest cała publikacja, spełniamy te założenia. I to zarówno z perspektywy SEO i GEO, jak i zrozumiałości tekstu.

Zawartość merytoryczna, czyli czy piszesz o tym, czym się zajmujesz i czy brzmisz jak ekspert lub ekspertka

Nie ma sensu opakowywać sedna sprawy w watę słowną. Powie Ci to każdy redaktor i każda redaktorka. To dotyczy w zasadzie wszystkich treści. W przypadku tekstów internetowych zdarza się, że dopuszczamy do głosu zbyt wiele czynników, które mogą zwyczajnie przeszkadzać czytelnikowi. Co mam na myśli? Skomplikowane opisy, rozbudowane o nadmiar emocji lub wypełnione po brzegi fachowym i bardzo sformalizowanym słownictwem często utrudniają zrozumienie, o czym tak naprawdę jest mowa.

Oczywiście są różni eksperci i ekspertki w wielu dziedzinach, i z całą pewnością wszyscy znają się doskonale na tym, czym się zajmują. Byłoby wspaniale, gdyby przy tym opowiadali o swoich ofertach, produktach i usługach w zrozumiały i prosty sposób. Bycie ekspertem wcale tego nie wyklucza, a prosty język w biznesie w moim odczuciu zapewnia przewagę nad konkurencją. Przykład? Przeczytaj ten wpis, rozwijam to na konkretnym przykładzie.

Dlaczego tak ważny jest prosty język?

Jeśli kiedykolwiek słyszeliście o badaniach PIACC i wynikach, które uzyskaliśmy w 2024 roku, powinniście zrozumieć mój tok rozumowania. Skoro około 40% dorosłych Polaków i Polek nie rozumie tego, co czyta***, wnioski nasuwają się same. Potrzebny jest nam prostszy sposób komunikacyjny, zwłaszcza jeśli treść dotyczy spraw codziennych, istotnych prawnie i finansowo. I tu wkracza prosty język, dzięki któremu teksty są napisane w taki sposób, by odbiorca od razu rozumiał, co nadawca chciał mu przekazać.

Właśnie: nadawca i odbiorca! To równie ważne, jak to, czy tekst jest przyjemny w lekturze i łatwy w odbiorze. Relacyjność. Dlaczego o tym wspominam? To proste: inaczej odbieramy teksty i komunikaty, w których nadawca nie ukrywa się za bezosobowymi konstrukcjami i nie pokazuje wprost, do kogo się zwraca. Jeżeli na witrynie nieważne jakiej firmy brakuje tego magicznego czynnika człowiek do człowieka (H2H), który ociepla nawet najbardziej formalny tekst, to z niej uciekniemy. I zdecydowanie chętniej skorzystamy z oferty kogoś, kto pisze do nas jak człowiek, a nie jak urzędnik z lat 70. czy 80. XX wieku. To akurat argument ważny również w kontekście mnóstwa treści, które są tworzone przez LLM-y. One tak w sumie do nas piszą, nieprawdaż?

… i jak się on łączy z GEO?

Prosty język może zatem mocno wesprzeć Twoje, moje, nasze treści na stronie internetowej. Dzieje się tak również dlatego, że w internecie język jest na ogół mniej formalny i wiele tekstów ma bardzo bezpośredni charakter. Dotyczy to również stron urzędowych. I bardzo dobrze! Lepiej przecież czyta się artykuł, który przypomina bardziej opowieść niż suchą analizę czynników, przyczyn i skutków. Piszmy bardziej tak, jak mówimy, niż jak byliśmy uczeni w szkole, pamiętając oczywiście o poprawności językowej. Nie ma nic złego w swobodnym toku rozumowania, byle nie zapominać o meritum sprawy i nie zbaczać z tematu (co mi się czasem przytrafia).

I tak, założenia prostego języka mogą bardzo pomóc tworzyć dobre teksty, od których zależy nasza widoczność w sieci. Wiedzą o tym już liczni copywriterzy (albo się dowiadują).

Podsumowanie

GEO działa zatem na kilku poziomach, a każdy z nich dokłada swoją cegiełkę do czytelności stron internetowych. Publikacji jest przecież teraz tak dużo, że można w nich dosłownie zatonąć. LLM-y pomagają w wybieraniu, selekcjonują dla nas treści i podsuwają propozycje takich tekstów, które odpowiadają bezpośrednio na nasze problemy i pytania. Dlatego nie ma sensu komplikowanie, prostota znów jest górą. Krótkie i konkretne zdania, pełne najważniejszych treści, dobra struktura tekstu i poprawność językowa to niewątpliwe atuty publikacji – oczywiście poza parametrami technicznymi witryn.

Przypisy:

*Indeks FOG – indeks mglistości języka. Pokazuje, ile lat trzeba się uczyć, żeby tekst był łatwy w odbiorze.

** Indeks PLI – plain language index (indeks prostego języka), sprawdza i ocenia 10 cech języka. Pokazuje w ilu procentach tekst jest zgodny ze standardem plain language.

***Źródła informacji podaję w bibliografii.

Bibliografia:

https://pie.net.pl/poziom-zrozumienia-tekstow-o-tematyce-ekonomicznej-wsrod-doroslych-polakow-nie-przekracza-50-proc-wynika-z-badania-pie/, Polski Instytut Ekonomiczny [dostęp 26.06.2026]

https://nieruchomosci.infor.pl/kredyty-mieszkaniowe/6640391,sporo-kredytobiorcow-nie-czyta-umow-przed-podpisaniem.html, Infor [dostęp 26.06.2026]

  1. Tańska Kraj wtórnych analfabetów, https://www.tygodnikprzeglad.pl/kraj-wtornych-analfabetow/ [dostęp 26.06.2026]
  2. Dzierżanowski Językoznawcy alarmują: Polacy nie rozumieją polityków https://www.wprost.pl/tylko-u-nas/394730/jezykoznawcy-alarmuja-polacy-nie-rozumieja-politykow.html [dostęp 26.06.2026]

https://redaktor.logios.dev/advices

 

 

 

 

Masz pytania?
Chcesz porozmawiać o współpracy?

Skontaktuj się ze mną